Aktualności

Filmy wojenne nie są teraz łatwe do oglądania – ale Top Gun: Maverick to robi

Z reguły filmy fantastyczne radzą sobie lepiej niż te realistyczne: na listach przebojów wszech czasów dominują kosmici, czarodzieje i superbohaterowie. Mylące jest to, że fabuła przeboju jest technicznie realistyczna – na przykład piloci marynarki wojennej przygotowują się do trudnej misji – ale czuje się tak samo oderwana od rzeczywistości, jak każdy film Marvela. Tak jest w przypadku Top Gun: Maverickfilm wojenny o takim samym związku z okropnościami, jakie obecnie widzimy w wieczornych wiadomościach, jak James Bond dla analityków danych głęboko w trzewiach MI5.

Jak oglądasz teraz szalenie zabawny hit o pilotach marynarki wojennej? Jest to jedno z niewielu zastrzeżeń pośród entuzjastycznych pochwał, jakie krążyły wokół kontynuacji Josepha Kosinskiego, długo oczekiwanej kontynuacji przeboju z 1986 roku. Po raz kolejny w roli głównej Tom Cruise i obracający się wokół elitarnego zespołu pilotów, którzy przygotowują się do wysadzenia w powietrze zakładu wzbogacania uranu, film ma wspaniałą akcję i emocjonalny ciężar, i wygląda na dobrze przygotowany w kasie.

Ale gdy wojna na Ukrainie trwa, nadszedł dziwny czas, by złapać oddech na widok oburzających wyczynów modelek bielizny latających na maszynach do zabijania o wartości kilku miliardów dolarów.

Oczywiście zespół z tyłu Politycznie niezależny nie mógł tego przewidzieć: film był rozwijany przez ponad dekadę. Stara się uniknąć wszelkiego rodzaju echa w świecie rzeczywistym, ograniczając do minimum kontekst polityczny. Toczy się dyskusja na temat tego, czy rosnące użycie dronów powoduje, że ci piloci myśliwców marynarki stają się przestarzałe (zwłaszcza ich 59-letni nauczyciel, kapitan statku Pete „Maverick” Mitchell). pierwszy film, „wróg” pozostaje bezimienny.

Podobnie jak jego poprzednik, film sprawia, że ​​latanie wojskowych odrzutowców wygląda jak najfajniejsza praca w historii. Nowe pokolenie pilotów ma lekkość ducha, która przeczy wszelkim konsekwencjom ich działań; nie można liczyć się ze śmiercią „wrogów”, jaką musi spowodować ich misja. To wojna jako przygoda chłopca.

Tom Cruise jako kpt. Pete „Maverick” Mitchell w Top Gun: Maverick (zdjęcie: Scott Garfield/Paramount Pictures/AP)

Do pewnego stopnia jest to normalne we współczesnych filmach wojennych. Jeśli chcesz współpracy armii amerykańskiej i dziesiątek milionów dolarów, które mogą obciąć twój budżet przez wypożyczanie sprzętu, musisz uzyskać zatwierdzenie scenariusza przez Dział ds. Mediów Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych.

Wszystkie takie kolaboracje skutkują w najlepszym razie historiami, które nie będą zawstydzać ani podważać amerykańskiej armii, a często wręcz propagandą.

Równie ważne jest, aby kurs nie zawierał możliwego do zidentyfikowania wroga; studia nie chcą zrazić publiczności, powiedzmy, w Rosji czy na Bliskim Wschodzie. Wiele filmów, w których wojsko amerykańskie wypożyczyło sprzęt lub personel, widziało, jak walczyli z potworami (1998 godżilla) lub obcych robotów (Transformatory). Tam, gdzie współpracowali przy prawdziwych historiach, to te, które kładą nacisk na heroizm (Black Hawk Down, Za liniami wroga) lub są ustawione w różnym czasie (Trzynaście dni).

Podczas gdy Stany Zjednoczone toczą wojnę w Iraku od 10 lat, aw Afganistanie od 20, prawie każdy film o wojsku w tym stuleciu powstał w cieniu konfliktu. Najostrzejsi krytycy polityki USA musieli obejść się bez pomocy rządu: Żołnierze bawole oraz Machina wojenna.

Obchodząc na palcach, kim jest wróg i prawie całkowicie pomijając ofiary wojny, filmy takie jak: Top Gun: Maverick sprawiają, że są smaczne – i niezwykle zabawne – dla globalnej publiczności. Ale nie popełnij błędu: są tak samo fantastyczne jak filmy, w których piloci walczą z dinozaurami lub superzłoczyńcami. Rzeczywistość wojny jest niewyobrażalnie bardziej przerażająca.

Top Gun: Maverick wychodzi w piątek

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button