Aktualności

Indywidualizm Liz Truss będzie wstrząsać publicznością, która tęskni za wiarą królowej w społeczeństwo

W swoim kazaniu pogrzebowym wychwalającym głębokie poczucie wiary i obowiązku królowej, arcybiskup Canterbury wyraźnie chciał przeciwstawić trwałe zasady chrześcijaństwa – i monarchii – z bardziej tymczasowym charakterem popularności politycznej.

„Wzorem dla wielu przywódców jest bycie wywyższonym w życiu i zapomnianym po śmierci” – powiedział. „Wzorem dla wszystkich, którzy służą Bogu – sławnych lub niejasnych, szanowanych lub ignorowanych – jest to, że śmierć jest bramą do chwały”. Innymi słowy, Jezus opowiadał się za „wyrównywaniem poziomu” na długo przed wynalezieniem tego wyrażenia.

A kiedy Justin Welby powiedział, że „niewielu przywódców otrzymuje wylew miłości, który widzieliśmy” do zmarłego monarchy, nie powtarzał tylko truizmu, że większość życia politycznego kończy się fiaskiem. Deklarował, że prawdziwa służba publiczna przyniesie największe korzyści, ponieważ „ci, którzy służą, będą kochani i pamiętani, gdy ci, którzy trzymają się władzy i przywilejów, zostaną dawno zapomniani”.

Chociaż niektórzy zinterpretowali to jako zawoalowane odniesienie do Borisa Johnsona, jest bardziej prawdopodobne, że arcybiskup zamiast tego ostrzegał polityków wszelkiego rodzaju, aby nigdy nie zapominali, że są sługami ludu.

Bez względu na to, czy przyjęli tę wiadomość, czy nie, wielu światowych przywódców zgromadzonych w zborze z pewnością znalazło się na ich miejscu, dosłownie iw przenośni. Najpotężniejszy człowiek na świecie, prezydent USA Joe Biden, siedzący 14 rzędów z tyłu (za prezydentem Polski) przypominał, że to coś więcej niż polityka.

W swojej roli jako premier Liz Truss wygłosiła odczyt z Biblii, a gabinet był obecny, ale politycy byli bardzo w tle. Prawdę mówiąc, nieefektowne przedstawienie Truss mogło być dla niektórych mile widzianą ulgą, szczególnie biorąc pod uwagę tendencję Johnsona do przekształcania prawie każdej wypowiedzi w jakiś sposób w odniesienie do siebie.

Rzeczywiście, trudno wyobrazić sobie większy kontrast między podejściem Johnsona do życia publicznego i Jej Królewskiej Mości. Jeden z członków społeczeństwa w kolejce do leżenia w stanie podsumował swój werdykt o przestrzeganiu zasady Covida: „Politycy wpadli w amok. Rodzina królewska przestrzegała tych samych zasad, co my”.

Dla wielu trwałym obrazem pandemii była królowa siedząca samotnie podczas pogrzebu męża. We wczesnych godzinach tego dnia personel Johnsona bawił się do wczesnych godzin rannych. Niedawno powiedział, że potępiające objawienie „nigdy nie pojawiło się” na żadnej audiencji, którą z nią odbył, ale może to być miarą jej godności i jego alergii na przeprosiny.

Premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern ujawniła w ten weekend, że kiedy zapytała królową, w jaki sposób udało jej się wychować rodzinę, jednocześnie wypełniając swoje ogromne obowiązki, monarcha odpowiedział: „Cóż, po prostu zajmij się tym”. Niestety, kontynuowanie tego nie było modus operandi Johnsona; „uciekać z tym”, było.

Mimo że polityka może wydawać się niewielka w porównaniu z wydarzeniem tak historycznym jak dzisiejsze, królowa jako pierwsza uznała, że ​​polityka naprawdę ma ogromne znaczenie. Podczas gdy była znakomitą reklamą miękkiej siły przewodnictwa i rad państwowego figuranta, to twarda władza premierów i prezydentów bardziej bezpośrednio wpływa na życie ludzi, ich usługi publiczne i funty w ich kieszeni.

Podczas gdy monarchowie są w biznesie ciągłości, politycy często zajmują się zmianami. A sama solidność tych pierwszych pozwala na ekscytację drugim. Brytyjska (nieskodyfikowana) konstytucja często przypomina słowa Flauberta: „Bądź regularny i uporządkowany w swoim życiu jak burżua, tak abyś mógł być agresywny i oryginalny w swojej pracy”.

To właśnie dzięki stabilności naszej głowy państwa nasze rządy mogą być radykalne (od Attlee, przez Thatcher, po Brexit). Dzięki naszej długiej historii Wielka Brytania jest ciekawą mieszanką nostalgii i radykalizmu – lub, w przypadku Brexitu, radykalizmu (rozrywanie konsensusu, że wolny handel z twoim największym partnerem handlowym jest najważniejszy), który może ukierunkować nostalgię (jak środki imperialne) .

Przez zrządzenie losu mamy teraz nową premier, która jest w dużej mierze nieznana (na przykład australijscy prezenterzy telewizyjni nie mieli pojęcia, kim była w swoich komentarzach) i nową monarchę, która jest bardzo dobrze znana. Truss może to wykorzystać na swoją korzyść, jeśli będzie postępować zgodnie z modelem Margaret Thatcher, stawiając swoje pomysły i zasady na pierwszym miejscu, a samą siebie na drugim.

Mówiono, że Thatcher w późniejszych latach lamentowała, że ​​polityka „kiedyś polegała na próbie zrobienia czegoś, teraz chodzi o to, by być kimś”. Jeśli zrezygnuje ze sztuczek PR na Instagramie z poprzedniego postu i skupi się na obiecanej „dostawie”, ma szansę u publiczności. Polityka nad oratorstwem, wyniki nad optyką, może jeszcze zadziałać.

Jednak jej największym atutem – klarownością celu i przesłaniem jej neothatcheryzmu – może być także jej największa słabość. Osobista skromność to jedno, polityczne credo własnego interesu to zupełnie co innego. Jak jeden torysowski parlamentarzysta bardzo zdenerwowany planami zakończenia BBC, jak wiemy, powiedział mi ostatnio: „Ona nie jest konserwatystką, jest radykalna”.

Kilku posłów obawia się, że radykalizm skaże ich na opozycję. Tradycji torysów od dawna udało się połączyć zbiorowe poczucie narodowości z naciskiem na indywidualną wolność, ale gdy Truss planuje cięcia podatków dla bogatych i zwiększa premie dla bankierów, czy przechyli szalę zbyt daleko i źle oceni nastrój w kraju?

Dla narodu dotkniętego Covidem i inflacją, jeszcze bardziej radykalne przewroty i „kreatywny chaos” z pewnością wydają się być ryzykiem. Dodaj fakt, że Truss nie ma osobistego mandatu premiera w wyborach, a wydaje się to jeszcze bardziej ryzykowne.

Od blokad po szczepienia, od ochrony społeczeństwa przez urlopy lub ograniczenia rachunków za energię, niedawny nastrój wydaje się faworyzować zbiorowe działanie, a nie indywidualizm.

Przez całą swoją służbę królowa chciała pokazać, że istnieje coś większego od niej i to jest wartość monarchii konstytucyjnej. W swoim kazaniu Arcybiskup chciał pokazać, że „coś większego niż ja” to Bóg.

Porównajmy obie z własną filozofią indywidualizmu Thatcher. W swoich niesławnych uwagach „nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo” z 1987 roku, powiedziała: „Są indywidualni mężczyźni i kobiety i są rodziny… a ludzie muszą najpierw o siebie zadbać. Naszym obowiązkiem jest dbać o siebie, a potem także o bliźniego”.

Trudno sobie wyobrazić, by Justin Welby wyraził takie zdanie (nie zapominaj, że on i inni starsi przywódcy kościelni publicznie skrytykowali rządowy plan deportacji osób ubiegających się o azyl do Rwandy). Jeszcze trudniej sobie wyobrazić, jak robi to zmarła królowa.

Od upokarzającego koleżeństwa nieznajomych w The Queue for the Queen po ogromny odzew na jej pogrzeb, w ostatnich dniach przypomniano nam, że naprawdę istnieje coś takiego jak społeczeństwo. Każdy premier, który to ignoruje, może tego żałować.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button