Aktualności

Muzyka pogrzebowa królowej: prostota hymnu i hymnów sprawiła, że ​​nabożeństwo było zaskakująco osobiste

Pogrzeb królewski – zwłaszcza monarchy – to plątanina sprzecznych priorytetów. To jednocześnie publiczny rytuał i prywatny akt, deklaracja polityczna i osobisty hołd. To wspaniałe widowisko, którego sercem jest nieobecność, formalne procesje i widowiska wytyczające intymny żal i stratę.

To właśnie ta sztuczka – niedostrzegalne, ale niezwykle ważne przejście od monarchy do śmiertelnika iz powrotem – było nieoczekiwanie cechą charakterystyczną pogrzebu królowej.

Nie mogłem być jedynym, który zaskoczył prostotę tego wszystkiego. Jeśli wydaje się to dziwną rzeczą powiedzieć o nabożeństwie katedralnym obejmującym setki wykwalifikowanych ruchomych części – chórów, dudziarzy, trębaczy i duchownych – rozważ poszczególne elementy.

Mimo że w nabożeństwie uczestniczyły dwa najlepsze chóry kościelne w kraju – Westminster Abbey i Chapel Royal – muzyka rzadko przekraczała cztery części, a większość z nich technicznie była w zasięgu kompetentnego chóru parafialnego.

Potężne organy opactwa Harrison & Harrison, kierujące kongregacją przez hymny, milczały przez większą część nabożeństwa, pozostawiając głosy nagie i bez akompaniamentu. I zamiast marszów żałobnych i uroczystych uroczystości, kongregacyjni wkroczyli do wyboru muzyki w wykonaniu asystenta organisty Matthew Jorysza – Elgara, Herberta Howellsa, Harolda Darke’a, Malcolma Williamsona – których wspólnym wątkiem była łagodniejsza, bardziej tęskna angielska melancholia, nostalgia za świat, w którym zawsze będzie miód na herbatę.

Ta lista nazwisk – wiele obecnie niemodnych, prawie wszyscy Anglicy z ubiegłego stulecia – nadała ton służbie, która wydawała się zaskakująco osobista. Był to królewski rytuał zakotwiczony w tradycji, ale przefiltrowany wyraźnie i rozpoznawalnie przez gust, epokę i tożsamość jednostki. To nie była księżna Diana, emocjonalna fala serca na rękawie; był to opanowany, cichy żal kobiety znanej z oszczędności i powściągliwości publicznej.

W muzyce brytyjskich pogrzebów królewskich jest zaskakująco mało stałych punktów. Najbliżej prawdziwej ciągłości są „Sentencje pogrzebowe” Williama Crofta – inauguracyjna, procesyjna muzyka nabożeństwa, słyszana na niemal każdym królewskim pogrzebie od czasów królowej Karoliny w 1737 roku.

LONDYN, ANGLIA - 19 września: Król Karol III, Królowa Małżonka, Księżniczka Królewska, Wiceadmirał Sir Tim Laurence, Książę Yorku, Hrabia Wessex, Hrabina Wessex, Książę Walii, Księżniczka Walii, Książę Jerzy, księżniczka Charlotte, książę Sussex, księżna Sussex, Peter Phillips i hrabia Snowdon podążają za trumną królowej Elżbiety II, udrapowaną w Royal Standard z koroną państwa cesarskiego oraz kulą i berłem Suwerena, jak jest przeprowadzany z Opactwa Westminster po jej państwowym pogrzebie, 19 września 2022 r. w Londynie w Anglii.  (Zdjęcie Danny Lawson - WPA Pool/Getty Images)
Pogrzeb państwowy królowej Elżbiety II (Źródło: Getty)

Te układy sekwencji krótkich tekstów biblijnych są bardzo bezpośrednie. Chór śpiewa niemal przez cały czas rytmicznym unisono, w muzyce prawie chorału lub chorału. Otoczone taką wizualną wspaniałością, niedopowiedzenie tego było elektryzujące, tarcia złagodzone na chwilę przez bardziej liryczną powagę „Ty wiesz, Panie” Purcella – osobisty hołd, wzruszająco osadzony w muzyce Crofta.

Prostota i bezpośredniość, jeśli w ogóle, potęgowały się wraz z hymnami. Skomponowany na koronację w 1953 roku „O Taste and See” Vaughana Williamsa to świat w muzycznym ziarnku piasku. W niecałą minutę przemienia się z kruchości wysokich tonów solowych (tu bardziej solidna grupa unisono) w promienne, chóralne ciepło, po czym rozpływa się – prawie zanim zdasz sobie sprawę, że tam jest. To cud lapidarnej urody – smukły, młodzieńczy hymn napisany dla księżniczki, która wciąż zostaje królową. Śpiewany tu, na jej pogrzebie, patos, sens życia, które teraz zatacza koło, był żywy.

Ulubiony kompozytor księcia Karola, Hubert Parry, może być synonimem królewskiego przepychu i okoliczności, najbardziej znany dziś jako kompozytor „Najświętszej pary syren” – wielkiego okrzyku hymnu skomponowanego na Złoty Jubileusz Królowej Wiktorii – ale to było zupełnie inne Parry. ja tam. Nie ma orkiestry ani instrumentów dętych, właściwie nie ma akompaniamentu do „Moja dusza, jest kraj” z czasów wojny Pieśni pożegnania. Merkury i lekki, muzyka uginająca się pod zmiennymi nastrojami poezji Henry’ego Vaughana, to sceneria, która pozwala uchu usłyszeć wprost do tekstu – tekstu, przejmującego, który rozpamiętuje ciągłość i niezmienną obecność. Upuszczając na chwilę powściągliwość (jeśli nie kontrolę), James O’Donnell oddał swoim śpiewakom głowy – rezultatem była czysta angielska piosenka, odczuwana spontaniczność i śpiewana jako jedność.

Dwa nowo skomponowane utwory – aranżacja Psalmu 42 „Like As the Hart” Mistrzyni Muzyki Królowej Judith Weir oraz „Who Shall Separate Us” Jamesa MacMillana – stanowiły kontrastującą parę wypowiedzi. Muskularny i ziemisty Psalm Weira wydawał się zakorzeniony zarówno w muzycznej historii nabożeństwa, jak i w duszpasterskim obrazie samego tekstu, jego wiersze głęboko, organicznie wyrzeźbione.

Ale MacMillan – ostatni hymn – był czymś innym. Niski buczenie w basach wydawało się zabierać nam podłogę, pogrążając nas w przestrzeni między światami. Fanfary rozbrzmiały, zanim rozbrzmiało „Alleluja” – muzyka stanęła w płomieniach, wypalając się w transcendentnym blasku starć i zawieszeń.

Ale mimo całego muzycznego splendoru nabożeństwa, wyrazistej precyzji chórów, trębaczy i solowego dudziarza, najmocniej uderzyły hymny: „Dzień, który dałaś”; „Miłość Boska”; „Pan mój pasterz” – to klasyka, znana nie tylko z dawnych królewskich ślubów i pogrzebów, ale także apeli szkolnych i kościołów parafialnych. Jest coś w niezdarnej, opartej na dobrych intencjach niezręczności brytyjskiego śpiewu kongregacyjnego, w poczuciu amatorskiego wysiłku, a nie wypolerowanych zawodowych obowiązków, co po prostu wydaje się właściwe przez taki moment.

Ten pogrzeb nie był wyrazem aspiracji, pozłacanym lustrem do Królowej poza naszym zasięgiem. W głębi duszy było to coś zarówno znajomego, jak i w zasięgu naszych rąk: proste, skromne, pocieszające.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button