Aktualności

Z przyjaciółmi „Brexit”, takimi jak Lord Frost, Boris Johnson nie potrzebuje wrogów

„To tak, jakbyśmy zapomnieli, jak rządzić”. Taka była dziś miażdżąca ocena Davida Frosta, byłego głównego brytyjskiego negocjatora ds. Brexitu, który wyjaśnił, dlaczego tak długo trwa odczuwanie korzyści z wyjścia z UE.

Pozornym celem na celowniku Lorda Frosta były brytyjskie „elity polityczne” służby cywilnej, think tanków i grup korporacyjnych. Było jednak jasne, że rówieśnik kierował swoją krytykę również do człowieka, który pod wieloma względami go uczynił: Borisa Johnsona.

Wygłaszając przemówienie z okazji szóstej rocznicy historycznego głosowania za „Leave” w 2016 r., Frost podkreślił, że „Brexit działa”, nawet jeśli znaczna część establishmentu w Wielkiej Brytanii, nie mówiąc już o UE, jeszcze nie nadrobiła zaległości.

Wspominając wczoraj Jacoba Reesa-Mogga, Frost powiedział, że dla niego Brexit nigdy nie dotyczył przede wszystkim ekonomii ani dobrobytu, a raczej przywracania suwerenności. „Brexit dotyczy demokracji… W Wielkiej Brytanii możemy teraz wszystko zmienić przez wybory. W krajach UE wiele rzeczy nie może zostać zmienionych przez wybory, zwłaszcza jeśli kraj jest w strefie euro – polityka handlowa, polityka monetarna, znaczna część polityki fiskalnej, polityka zatrudnienia, znaczna część polityki ochrony środowiska i tak dalej”.

W przeciwieństwie do Rees-Mogg przyznał, że lepiej było być „uczciwym” w kwestii ekonomicznych „kompromisów” związanych z opuszczeniem UE, zamiast „udawać, że nic się nie dzieje”. „Nie sądzę, aby rozsądne było mówienie, jak robią to niektórzy zwolennicy Brexitu,„ nic do zobaczenia w liczbach, nie zawracaj sobie głowy patrzeniem na nie, to naprawdę nie jest ważne ”- powiedział.

Frost powiedział nawet, że „rozsądne” jest oszacowanie, że eksport towarów z Wielkiej Brytanii jest o około pięć procent niższy niż byłby, gdyby pozostał w UE. Zanim jednak jakikolwiek Remainer dał się ponieść emocjom, szybko dodał, że nie sądził, by miało to „jakikolwiek wymierny wpływ na nasz PKB, w taki czy inny sposób”.

Ta szczególna uwaga wyraźnie kontrastowała z werdyktem, który wydał w 2015 roku, kiedy jego wcielenie sprzed Brexity brzmiało wyjątkowo Remainy. W tamtym czasie, kiedy był dyrektorem naczelnym Stowarzyszenia Szkockiej Whisky, Frost powiedział Komisji ds. Stosunków Europejskich i Zewnętrznych Parlamentu Szkockiego coś zupełnie innego. I warto przytoczyć w całości.

„Kiedy dojdziemy do referendum, mam nadzieję, że będzie to prawdziwa debata na temat wszystkiego, co oferuje Europa” – powiedział Frost. „Dodam do tego Jednolity Rynek i Jednolitą Politykę Handlową. Chociaż szacunki różnią się co do tego, ile bogactwa generuje jednolity rynek dla Wielkiej Brytanii, odkąd przystąpiliśmy, jest to prawdopodobnie wzrost PKB rzędu pięciu, sześciu, siedmiu, ośmiu procent. Dla kogoś z przeciętną pensją to około 1500 funtów rocznie. Większość ludzi uważa, że ​​warto to mieć”.

Oczywiście, tak jak słynie Boris Johnson napisał dwa Codzienny Telegraf Artykuły Brexit (jeden urlop, jeden pozostanie), wydaje się, że Frost następnie przeszedł na damasceńską konwersję na przyczynę wyjścia z UE. Biorąc pod uwagę jego wcześniejsze uwagi, teraz mówi, że to dobra robota, że ​​jego przekonanie opierało się na tym, że Wielka Brytania odzyskała kontrolę nad swoim przeznaczeniem, a nie zaczęła lepiej prosperować.

Jednak kluczowym wątkiem dzisiaj było to, że Frost brzmiał bardzo niepewnie, czy Johnson rzeczywiście robi wiele z mocą, którą teraz dzierży. Oprócz narzekania, że ​​reforma strony podażowej nie była wystarczająca, aby uwolnić gospodarkę, wyraził frustrację, że premier powiedział nieprawdę, taką jak jego twierdzenie, że obecnie jest więcej osób zatrudnionych niż przed pandemią.

„Żałuję, że nie powiedziałby takich rzeczy, które oczywiście nie są prawdziwe, składając niezgodne z faktami stwierdzenia” – powiedział Frost. „Ale ostatecznie to własna partia premiera i parlamentarzyści powinni zdecydować: czy tak chcą to robić, czy nie?”

Ta niechęć do wspierania Johnsona nie będzie zaskoczeniem dla wielu z partii Prawicy Torysów, dla których Frost jest ich najnowszym bohaterem. Kiedy w zeszłym roku zrezygnował ze stanowiska ministra ds. Brexitu, ostrzegł premiera, że ​​ma „obawy o obecny kierunek podróży” rządu w obszarach takich jak blokady Covid i wyższe podatki. Prywatnie uważał również, że nr 10 podkopuje jego próby zmierzenia się z Brukselą.

Trzeba przyznać, że nie każdy jest fanem. Pewien wysoki rangą parlamentarzysta torysów powiedział mi niedawno, jak przerażeni byli nielojalnością Frosta. „Boris wyrwał go z zapomnienia w służbie cywilnej, aby uczynić go negocjatorem ds. Brexitu. Dał mu parostwo. Uczynił go ministrem. A teraz niewdzięcznik krąży wokół niego na sankach” – mówili.

Mimo to Frost, który nie ukrywał, że ma nadzieję zostać torysowskim deputowanym, zyskał zwolenników wśród Brexiterów, którzy pokochali jego wizerunek „Frosty the „No” w jego kontaktach z Brukselą.

Wielu z tych backbencherów ma dość niekompetencji i zatrucia premiera wśród wyborców. Nawet niektórzy z bardziej charytatywnych posłów na prawicy porównują go do przywódców ruchu wyzwolenia antykolonialnego, którzy kończą jako bardzo kiepscy administratorzy, gdy dojdą do władzy.

A kiedy zapytano dziś bezpośrednio, czy Johnson był człowiekiem, który w pełni wykorzystał możliwości Brexitu, w odpowiedzi rówieśników pojawił się chłodny wiatr. „Nie sądzę, żeby do tej pory uporał się z problemami. Mam nadzieję, że to zrobi w ciągu najbliższych dwóch lub trzech miesięcy”.

Ten przedział czasowy pasował do tych posłów rebeliantów, którzy planują kolejne wotum zaufania we wrześniu lub październiku. Zapytany, czy jest pewien, że premier się ogarnie, Frost powiedział: „Eee, zobaczmy, co się stanie”. Johnson jest znanym człowiekiem, który lubi mówić wyborcom „tak”. Ale oziębłość ludzi „nie” w jego partii brzmi złowieszczo.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button